Obserwatorzy

Rozdział 4: You shine when I'm alone so I tell myself that I'll be strong

*wtorek, perspektywa Harry'ego*

Do domu wróciłem dopiero wieczorem. W sumie to była już noc, bo na zegarku była prawie druga, więc prędzej był ranek niż wieczór. Nie chciałem jednak wracać wcześniej, ponieważ mógłbym natchnąć się na któregoś z chłopaków, co zwiastowałoby masę pytań, których bardzo chciałem uniknąć. Byłem w jeszcze gorszym nastroju niż wcześniej. Nie dość, że byłem podirytowany całą sytuacją z wymysłami Larry Shippers, które to zapoczątkowały moje idiotyczne rozważania mojego związku z Angelą, to jeszcze na dodatek się przeziębiłem przez siedzenie w parku. 

Moja głupota czasem naprawdę była niewyobrażalnie wielka. Sądziłem, że jak odgarnę śnieg to ławka nagle będzie sucha, a nawet jak zmoczę sobie tyłek siadając na niej, nie będę chory? No niestety taki właśnie był mój tok myślenia, a teraz przez niego musiałem cierpieć siedząc na łóżku z bolącym gardłem i zatkanym nosem, co chwilę pokaszlując. Mimo wszystko jednak było warto, bo miałem choć chwilę czasu dla siebie z dala od innych, aby pogrążyć się w moim w beznadziejnym nastroju. Najgorsze w nim było jednak to, że jedyną osobą która mogłaby mi go poprawić była moja dziewczyna, lecz nie mogłem do niej zadzwonić. Nie chodziło mi tu o to, że było późno, bo Angela telefon ode mnie była w stanie odebrać o każdej porze, na dodatek nie robiąc mi z tego powodu żadnych wyrzutów. Chodziło mi tu wciąż o sytuację z niedzieli przez którą zacząłem już po prostu wariować. I to całkowicie bez powodu, bo przecież nic się nie stało. Tak, nic się nie stało, a ja coraz częściej zastanawiałem się czy koniec tego co jest między nami, nie zbliża się coraz szybciej. Nie potrafiłem dłużej żyć w taki sposób ciągle udając. To już mnie po prostu zbyt męczyło. Wyciągnąłem telefon i w kontaktach wybrałem Angelę wchodząc w menu kontaktu. Miałem nacisnąć zieloną słuchawkę, aby do niej zadzwonić, ale nie zrobiłem tego. Poczułem wewnętrzną blokadę. Bałem się usłyszeć jej głos podczas głupiego koniec z nami. Bałem się jej reakcji. Bałem się swojej reakcji na jej odpowiedź. Wolałem wysłać sms-a. Było szybciej, na dodatek mniej bolało. Pisałem go chyba piętnaście minut przez który chwilę po wystukaniu jakiegoś tekstu ciągle go usuwałem nie umiejąc ubrać w słowa tego co chciałem wysłać. Ostatecznie jego treść całkowicie odbiegła od tego co zamierzałem. 

Do: Angela <3
Treść: Mam nadzieję, że śpisz, a jeśli nie to wiedz,
 że Cię kocham. Tak bardzo tęsknię, że nie potrafię
zasnąć bez Ciebie u mojego boku. Nie umiem wybić
sobie z głowy błękitu Twoich tęczówek..  Moje życie
bez ciebie obok jest.. katorgą. xx

Nie miałem serca z nią zerwać, nie byłem chyba aż takim dupkiem jakim myślałem. W sumie to.. byłem jeszcze większym dupkiem wysyłając jej tą wiadomość. Chociaż gdybym miał to przemyśleć, nie kłamałem pisząc jej. Wszystko się zupełnie zgadzało - nie mogłem spać, a nawet robić cokolwiek innego, tęskniłem za nią, myślałem o niej cały czas i.. kochałem ją. Tak, mimo wszystko ją wciąż kochałem i gdybym z nią zerwał prędzej czy później na pewno bym tego żałował. Nigdy w życiu nie zmieniłbym tego stanu rzeczy, tym razem nie dlatego, że nie potrafiłem, ja po prostu nie chciałem. Angela była urodzonym ideałem nawet mimo swoich wad, stracenie jej byłoby najgłupszą decyzją w całym moim życiu. Pierwszy raz od dość dłuższego czasu byłem z siebie dumny, bo nie schrzaniłem czegoś tak jak cały czas mi się teraz to ciągle udawało robić. Uświadomiłem sobie, że nawet mimo tego całego udawania, tego że czasami miałem ochotę żyć normalnie, wciąż ją kocham i kochać będę. Mój świat bez samej świadomości, że gdzieś, nieważne gdzie, w Londynie czy tysiące kilometrów od niego, istnieje niesamowicie piękna i urocza blondynka o imieniu Angelika, którą nazywam Angelą, bo nie lubi swojego pełnego imienia, i kocha mnie całym swoim sercem, dokładnie tak jak ja ją, po prostu nie istniał.

*perspektywa Angeli*

To już dzisiejsza szósta lekcja, na której nie słuchałam tylko niemo wpatrzona w tablicę rozmyślałam. Podczas gdy nauczycielka mówiła o wodorotlenkach, zaczęłam bazgrać po zeszycie miliony serduszek. Gdyby nie to, że rysując je myślałam o Harrym, co sprawiało, że było to dla mnie wyjątkowo interesujące zajęcie, uznałabym to za kompletnie idiotyczną i ekstremalnie nudną czynność. Nagle jednak kreśląc kształty, jedno z serduszek wyszło mi nieco krzywe przez co zaczęłam się głowić nad poprawianiem go żeby było tak samo "idealne" jak moja miłość do Hazzy. Nawet nie zauważyłam że w klasie zapanowała kompletna cisza. Dopiero kilka sekund później, gdy narysowane przeze mnie serduszko było perfekcyjne, poczułam na sobie wzrok całej klasy i nauczycielkę stojącą nade mną z dość srogą miną.

- Angeliko, przestań zajmować się głupotami i zacznij mnie wreszcie słuchać. - stanowczo powiedziała kobieta, a ja nerwowo przełknęłam ślinę.

Zawsze krępowałam się, gdy ktoś zwracał mi uwagę. Czułam się wtedy tak jakbym była poniżona, a gdy nawet chciałam się bronić, nie potrafiłam, bo wiedziałam, że ktoś ma rację. Tym bardziej nie było mowy, aby wykłócać się z moją panią od chemii. Była z dość starszego pokolenia, bo miała już jakieś siedemdziesiąt lat,  a jak wiadomo, ludzie w tym wieku są dość rygorystyczni i nerwowi, więc wolałam nic się nie odzywać, bo ta kobieta naprawdę była w stanie mnie zaciągnąć do dyrektorki za najmniejszy wyraz sprzeciwu wobec niej.

- Przepraszam. - cicho szepnęłam pod nosem spuszczając głowę, powodując tym, że nauczycielka nareszcie się ode mnie odczepiła.

Zawsze przy niej takie zachowanie było dobre, nie warto było wdawać się w dyskusję, bo rozpętałabym wojnę, a że chemiczka lubiła, gdy uczniowie byli pokorni, szybko odczepiała się od nich, gdy pokazywali jej, że jest im przykro za ich "przewinienia". Co prawda nie nękała nas swoimi uwagami dość często, bo w sumie  była dość sympatyczna, ale dziś widać było po niej, że nie jest w za najlepszym humorze i chyba psując go innym, chciała sobie poprawić ten swój. Jednak mimo wszystko, nawet gdyby nie odpuściła tak szybko ze mną, i tak nie zdołałaby zniszczyć mojego dobrego nastroju, bo aktualnie było to niemożliwe. Po wczorajszej wiadomości od Hazzy, po której odczytaniu od razu wstając z łóżka, byłam cała w skowronkach, nikt nie był w stanie zepsuć mi takiego pięknego dnia jak ten dzisiejszy. To był jeden z najbardziej uroczych smsów od Harry'ego jakikolwiek dostałam. Weszłam w skrzynkę odbiorczą w telefonie. Od mojego powrotu do domu po zeszłotygodniowej randce znajdował się w niej wyjątkowo cudowny sms od Loczka, o którym wszystkie inne dziewczyny mogłyby tylko sobie śnić i marzyć, a ja chciałam go ponownie przeczytać. Podniosłam głowę, aby rozejrzeć się czy nikt na mnie nie spoglądał. Naprawdę nie brakowało mi, aby akurat dziś nauczycielka zabrała mi komórkę przez mój drobny błąd.

Na szczęście jednak wszyscy byli zajęci przepisywaniem właściwości wodorotlenku potasu z książki, a chemiczka coś oglądała w dzienniku. Znowu spuściłam głowę i zajęłam się z powrotem telefonem. Przeszukałam praktycznie cały telefon, lecz ku mojemu zdziwieniu nie mogłam go znaleźć. Westchnęłam cicho. Przypomniałam sobie, że jakiś czas temu w odwiedziny do mnie i moich rodziców przyszła siostra mojego taty wraz ze swoją trzyletnią córeczką. Oczywiście to dla mnie przypadł ten zaszczyt, aby ją popilnować, a że na ten dzień byłam umówiona z koleżankami do kina, po prostu poszłam się szykować, a małą zostawiłam z jakimiś zabawkami na łóżku u mnie w pokoju. Jednak zrobiłam wtedy błąd, bo zapominając o moim telefonie, który był podpięty pod ładowarkę, zostawiłam go na łóżku. Gdy wróciłam oczywiście moja kuzynka się nim bawiła i jak się dopiero dziś okazało, usunęła mi niektóre wiadomości. Tylko naprawdę szkoda, że musiała usunąć mi akurat tą, a nie na przykład inną, no choćby nawet od operatora o jakiejś loterii, których mi przychodziły dziennie dziesiątki i naprawdę nie obraziłabym się gdyby się pozbyła ich wszystkich zamiast tej jednej wiadomości od Harry'ego. Mimo wszystko miałam wciąż jeszcze tą dzisiejszą, którą wciąż mogłam się cieszyć. I zastanawiałam się właśnie co mogłabym mu odpisać na nią, jednak zupełnie nie miałam na to żadnego pomysłu.

Nagle jednak moje rozmyślenie okrutnie przerwał dzwonek na kolejną lekcję jaką była biologia. Eh.. był to kolejny nudny przedmiot z dzisiejszego planu lekcji, w którym w sumie wszystkie zajęcia jakie miałam były beznadziejne. A co do biologii ona zajmowała chyba najwyższe miejsce w rankingu przedmiotów których nie lubię, bijąc nawet na łopatki matematykę, której po prostu nienawidziłam. I  nie chodziło mi tu o to, że akurat przerabiany materiał w biologii mi się nie podobał. Otóż nauczycielka jaka przyszła do nas po poprzedniej, która zaszła w ciąże i musiała iść na urlop macierzyński, była naprawdę nudna. Jednym słowem nie nadawała się na kogoś kto miałby należeć do grona pedagogicznego w mojej szkole. Wolałam już panią od matematyki, która ciągle czepiała się mnie o to, że się nie uczę niż bezsensowne nudzenie się na biologii, na której praktycznie nic nie robiliśmy oprócz zapisaniu kilku podpunktów w zeszycie i słuchania długich wykładów biologiczki. Rozejrzałam się po klasie. No tak, jak zwykle się zamyśliłam wyłączając się na kilkanaście sekund z rzeczywistości. Szybko wstałam z ławki i spakowałam książki od chemii, a następnie wyszłam z klasy udając się pod salę, w której miałam mieć biologię, gdzie kilka minut później wpadłam na to, w jaki sposób mogłabym odwdzięczyć się Harry'emu.


__________________________________________



Bądźcie ze mnie dumni, bo zrobiłam postępy w długości, ale za to jak to powiedziała Dorka powstało "za dużo lania wody i za mało treści, bo tak naprawdę nic się nie wydarzyło w tym rozdziale". Tak, jestem tego świadoma, ale musiałam czymś zapełnić ten rozdział, a nie mogłam od razu przejść do następnego, bo zdecydowanie byłoby za szybko. Każdy mój rozdział ma w sobie jakiś błąd, ale z kolejnego powinniście być zadowoleni, bo nareszcie zacznie się dziać coś więcej niż samo użalanie się dwójki bohaterów nad ich żywotami. :D

6 komentarzy:

  1. Faktycznie trochę mało się dzieje, ale w końcu takie rozdziały też muszą być, bo bym się chyba pogubiła w określaniu ich uczuć. Już się nie mogę doczekać następnego ;)
    Życzę dużo weny ;) @zuzagangstyles

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział, trochę mało się dzieje ale jest okej. Widzę że chcesz to rozwinąć , powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest genialne! *_* Hazza postąpił właściwie, że z nią nie zerwał ;) Ta ich miłość jest taka... prawdziwa? Nie wiem czy to dobre określenie ;3 Zastanawia mnie tylko dlaczego oni nadal się kryją.. Oboje już się tym męczą. Ja rozumiem, że Angela się boi sławy, ale kiedyś przecież to i tak będzie musiało nastąpić. ;) Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  4. SMS od Hazzy *_* cudo :D Cały rozdział również świetny :) Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny, czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaki slodki Harry. <3 Już myślałam, że jednak napisze jej tego sms'a że z nimi koniec, a tu proosze. Jestem ciekawa co Angela wymyśliła. Mam nadzieje, że sie spotkają w końcu i wszystko będzie dobrze między nimi!

    OdpowiedzUsuń