Obserwatorzy

Rozdział 13: I know you're sorry and we were sweet, but you lost me for eternity

*poniedziałek, perspektywa Harry'ego*

Mógłbym powiedzieć, że ostatnie trzy dni były po prostu wyrwane z mojego życiorysu. Żyłem praktycznie w innym świecie, który był wypełniony moim ciągłym użalaniem się nad swoim losem, przez które przestałem w jakikolwiek sposób kontaktować ze światem. Ciągle siedziałem samotnie zamknięty w domu, siedząc na łóżku i gapiąc się w ścianę. Nie miało to jakiegokolwiek sensu. Całkiem podobnie jak moje życie. Zastanawiałem się czy to miał być tylko jakiś głupi psikus spłatany przez los, czy może taką cenę musiałem zapłacić za idealne życie gwiazdy. W tej chwili już całkowicie nie miałem pojęcia co byłoby dla mnie lepsze.

Gdybym nie poszedł do X-Factor, nie byłbym sławny, nie pracowałbym dla żadnego głupiego mangamentu, który nie decydowałby o zupełniej każdej kwestii mojego życia. Jednak co za tym idzie, nie miałbym żadnych fanek, a wśród nich, nie byłoby Angeli przez co nigdy bym jej nie spotkał. Czyli jednym słowem byłoby do dupy. A teraz, gdy stało się to wszystko, co się stało, moje życie było prawie tak samo beznadziejnie, jak to, które miałbym po wybraniu wariantu numer jeden. Moje życie było naprawdę strasznie ironiczne. I głupie. Bo co bym nie wybrał, i tak będę stracony, a każda decyzja podjęta przeze mnie będzie tą złą. W tej chwili zacząłem naprawdę zastanawiać się nad tym, czy tak po prostu od samego początku nie byłem skazany na niepowodzenie w życiu, które tak sprytnie przez trzy lata było ukrywane po stereotypem cudownego bycia gwiazdą, który tak idealnie odwzorowywał moje życie tylko po to, aby w najmniej nieoczekiwanym momencie mnie zniszczyć? Tylko po co, gdy już owe niepowodzenie uderzyło, z powrotem  podaje mi cudowne życie na tacy, lecz z jednym brakującym elementem bez którego wszystko straciło sens? Naprawdę nie wiedziałem jaka była w tym wszystkim logika. 

Zwłaszcza teraz, gdy bezczynnie siedziałem w sali prób z Liamem, Niallem i Louisem, wszystko wskazywało na to, że miałem rację co do tego, że moje życie było beznadziejne. Niby należałem do jednego z najpopularniejszych boysbandów na świecie, ale.. tak naprawdę już wszystko straciło dla mnie teraz sens. A wszystko przez piętnastoletnią blondynkę ze środkowej Europy, która wywróciła mój świat do góry nogami tworząc go piękniejszym, a potem odeszła przez jedno głupie nieporozumienie, zostawiając mnie samego w stanie "Chcę umrzeć z rozpaczy". Nie dość, że zerwaliśmy, a mangament wciąż kazał udawać mi chłopaka Taylor, co było już w tej chwili naprawdę szczytem moich możliwości, to na dodatek nie mogąc spać po nocach, z nudów chłonąłem procenty. Podsumowując, nie umierałem tylko psychicznie przez swoje uczucia, ale także fizycznie przez okropny ból głowy wynikający z mojego nowego, nocnego hobby i jego dziennych skutków. Co najlepsze, w takim stanie miałem uczestniczyć w próbach do zbliżającej się trasy koncertowej, na której myśl robiło mi się od razu niedobrze. A teraz, czekając na Zayna, który spóźniał się od jakichś dwudziestu minut, modliłem się do Boga, aby Mulat dotarł na miejsce jak najpóźniej, aby tylko skrócić czas przeznaczony na moje katusze podczas nagminnego powtarzania piosenek z nowego albumu. Niestety jednak i w tej sprawie nie miałem szczęścia, bo już chwilę potem w drzwiach pomieszczenia w którym przebywaliśmy, pojawił się Malik. 

- Cześć wszystkim! - zawołał chłopak podchodząc do naszych foteli. - Londyn w tych godzinach jest naprawdę niemożliwy, wszędzie korki! No ale na szczęście już jestem.

Gdy brunet wypowiadał te wszystkie słowa, myślałem, że mój koniec był naprawdę blisko, ponieważ moja głowa była gotowa eksplodować przez podniesiony ton głosu Zayna, który wydawał się być mi naprawdę głośnym. Osunąłem się w dół po fotelu, na którym siedziałem, aż do pozycji półleżącej, cicho jęcząc.

- A ty co Styles, nie cieszysz się, że mnie widzisz? - zapytał Mulat, a na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy grymas bólu niż wcześniej.

- Ciszej człowieku, nie musisz tak krzyczeć.. - jęknąłem, a brunet zachichotał.

- Czyli mam rozumieć, że twoją dzisiejszą partnerką tej nocy była znowu butelka wódki? - zapytał Zayn w taki sposób jakby miał szeptać, choć tego tak naprawdę nie robił, bo mówił nieco ciszej niż wcześniej. Chociaż i tak nic to nie dało, bo ból wciąż rozdzierał środek mojej głowy. Naprawdę, obiecuję, że już więcej nie piję.

- Daj mi święty spokój, proszę.. - jęknąłem ponownie, lecz tym razem najbardziej błagalnym tonem jaki byłem tylko z siebie w stanie wydobyć.

- Och, zły wybór z tą butelką Styles. Angela może być zazdrosna! - zawołał Malik śmiejąc się, a ja znowu osunąłem się po fotelu, chcąc natychmiastowo umrzeć.

Naprawdę zniósłbym wszystko, ale samo wspomnienie o Angeli kładło mnie na łopatki. Całkowicie odechciało mi się funkcjonować. W tej chwili z mojego gardła ponownie wydobył się cichy jęk, a ja obracając głowę, ukryłem ją w oparciu fotela, odseparowując się od świata. Nie widziałem wtedy nic, oprócz ciemnego materiału, którym był okryty mebel. Wszyscy musieli być zdziwieni moim zachowaniem, bo już chwilę potem chichoty chłopców zamieniły się w przyjemną dla moich uszu ciszę, którą niestety przerwał po kilku minutach Liam.

- Harry, stało się coś? - zapytał z troską chłopak.

- Zostawcie mnie samego.. -  wyjęczałem prosto w fotel, który nieco zniekształcił moje słowa. Lecz nawet mimo tego chłopcy domyśleli się o co mi chodzi. A przynajmniej Niall wiedział jaki był powód mojego beznadziejnego nastroju.

- Harry, wszystko będzie dobrze. - odezwał się Irlandczyk, a na ramieniu poczułem jego dłoń.

- Czy wy.. zerwaliście? To znaczy.. Ty i.. Angela? - zapytał Louis jąkając się przez niedowierzanie w całą sytuację. 

- Mhm.. - wymruczałem, a w pomieszczeniu zapadła całkowita cisza i czułem, że każdy kto w nim przebywał, wbijał we mnie wzrok.

Wydawało mi się, że chłopaki nie spodziewali się takiego obrotu sytuacji i myśleli, że ta akcja z Haylor w zeszłym tygodniu to nic takiego i wszystko wróci do normy, o ile od niej w ogóle odbiegło. Najwidoczniej zrobiliśmy im z Angelą niespodziankę. Podniosłem głowę, a następnie usiadłem prosto. Głośno westchnąłem  widząc, że miałem rację, że jestem obserwowany, bo wszyscy dookoła wpatrywali się we mnie ze ogromnym zdziwieniem. 

- Nic nie będzie dobrze. - odezwałem się, uśmiechając się przy tym sztucznie. - Angelika nie chce ze mną nawet rozmawiać. A wszystko przez Modest!, który ubzdurał sobie, że dla dobra naszej kariery muszę wrócić do Taylor.

- No dobra, ale przecież ona zawsze dobrze wiedziała o tym, że twój związek ze Swift to tylko podpucha dla mediów, więc w czym problem? - zapytał Zayn, po którym było widać, że jest nieco zdezorientowany i zakłopotany. 

- W tym, że te wszystkie wydarzenia poskładały się w taki głupi sposób, że nawet dla Angeli ten związek wygląda autentycznie. - powiedziałem wzdychając pod nosem, a oczy każdego z chłopaków momentalnie rozszerzyły się ze zdumienia. Serio to, że Angela zaczęła wierzyć w prawdziwość Haylor jest aż takie dziwne?

- To wszystko moja wina.. - jęknął Liam chowając twarz w dłoniach. 

- Uspokój się człowieku, to nie twoja wina tylko naszego mangamentu. Boże, serio byliśmy idiotami podpisując z nimi kontrakt. - powiedział Louis opierając głowę o swoją rękę, cicho wzdychając. - Ale może nam powiedz Harry, co Angela ci mówiła. Będzie nam łatwiej wtedy znaleźć jakieś rozwiązanie.

Jęknąłem na te słowa. Doskonale wiedziałem, że ta historia nie będzie miała szczęśliwego zakończenia, a ja kompletnie nie mogłem nic z tym zrobić. Byłem bezradny. Mimo to postanowiłem opowiedzieć chłopakom wszystko, a gdy już to zrobiłem, byłem pewien swojego przekonania. 

- Ja.. ja.. naprawdę przepraszam Harry. - odezwał się rozpaczliwym tonem Liam.

- Matko kochana. Mówiłem ci już coś na ten temat, Payne. To tylko i wyłącznie wina Modestu. - powiedział Louis tonem, po którym mogłem śmiało stwierdzić, że wkurza go już ta cała sytuacja i chciałby coś z tym zrobić. Tylko nie miał zbytnio co, bo wszystko teraz zależało tylko od mojej eksdziewczyny.

- Pozostało tylko nam czekać na jakichś ruch ze strony Angeli. - powiedziałem cicho wzdychając. - O ile on w ogóle nastąpi..

_____________________________________________________

Wow, serio myślałam, że dziś go już nie dodam. No ale oto macie, najnudniejszy rozdział z całego powiadania, haha. Nie no, serio, ja nie potrafię nigdy podtrzymywać akcji. Ale już w następnym rozdziale będzie trochę lepiej. A jeszcze w kolejnym.. uu.. spodoba Wam się. Aha, no i dziękuję za 10 komentarzy. Serio po ostatnich rozdziałach, nie spodziewałam się takiej ilości, więc jestem za nie bardzo wdzięczna. Do napisania. xx

10 komentarzy:

  1. świetnyyyyyyyyyyyyyyy *.*
    czekam aż akcja się rozwinie <3

    ~kysio

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, oj zamieszało się w poprzednim rozdziale i dalej brak rozwiązania ... :) Czekam na next'a z niecierpliwością xx
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekałam wczoraj na ten rozdział jak wariatka, lol. Gdy dzisiaj rano weszłam na laptopa - myślałam, że umre go nie czytając, a teraz się spóźnie na autobus do szkoły, hahaha/ Ale dzięki! jest niesamowity :3

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. hej wpadłam tu niedawno i podoba mi sie ! like !
    czekam na next :)

    szmaragdowytalizman.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham cie za to jak piszesz. Rozdział genialny ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. słuchaj no dziewczyno...
    dziś przeczytałam wszystkie rozdziały jednym tchem.
    jesteś tak genialna, że brakuje mi słów.
    to opowiadanie... ahh. masz takie lekkie piórko. nie ma tu głupich i zbędnych momentów tylko takie idealnie poskładane wątki.
    uwielbiam, kocham ahh !
    czekam z niecierpliwością, i
    ps. możesz mnie informować? c: @natt_lipsbloow xxx

    http://if-you-walk-away.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. woooooow, genialne! <3

    OdpowiedzUsuń